sobota, 18 stycznia 2014

''Nie chcę nic więcej, pragnę tylko przy tobie być'' ReitaxRuki, oneschot

Biegnę ile sił w nogach potykając się na śliskim chodniku i w ostatniej chwili łapiąc równowagę. Wpadam na przechodniów przepraszając ich co chwila i nie zatrzymując się nawet na moment. Jestem ubrany tylko w cienką bluzę z kapturem na głowie, który ciągle mi spada więc przestaję na siłę go poprawiać. 

Zdążę, muszę. Nie mam wyboru, chcę. Nie mogę się spóźnić, nie teraz. Tak niewiele brakuje!

Jeszcze tylko jakieś 4 ulice, mam parę minut, jeśli się postaram to dam radę. Wierzę w to, że się uda. Przedostatni skręt, w duszy krzyczę z radości. Zatrzymuję się nagle i ślepa uliczka, ponieważ robią remonty, cholera, nie! Zawracam prędko i biegnę naokoło. Wbiegam na peron, rozglądam się nerwowo. Zerkam na godzinę.

Nie dążyłem, zepsułem wszystko.

Biegam między tłumami aby przedostać bliżej. Przewróciłem się. Wstaję szybko i krzyczę twoje imię z nadzieją, że mnie usłyszysz. Nigdzie cię nie ma, wbiegam szybko do pociągu bez biletu, ryzykuję ale trudno.
-Takanori!-biegam po przedziałach, rozglądam się dokładnie i nigdzie cię nie ma. Pociąg odjeżdża. Co jeśli nie pojechałeś? Tracę nadzieję, że tu jesteś, siadam zrezygnowany i kulę się. Jestem beznadziejny, straciłem ostatnią szansę, było tak blisko. Nagle czuję czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Niepewnie podnoszę głowę i zrywam się na równe nogi.
-Nie wiedziałem, że jedziesz na święta do mojej rodziny.-stłumił śmiech przyglądając mi się od góry do dołu.-Nie jest ci zimno?
-Nie, nie myślałem o tym nawet, biegłem na peron bez chwili zastanowienia, ubrałem ledwo buty. Chciałem zdążyć nim odjedziesz.-szepnąłem ostatnie zdanie i uśmiechnąłem się smutno.
-A po co?-przekręcił lekko głowę i patrzył na mnie pytająco. Był w takich chwilach uroczy i niewinny bardziej niż się normalnie wydawał. Usiadłem z powrotem. Takanori przysiadł się obok ciągle patrząc mi prosto w oczy z nadzieją, że czegoś się dowie. Jeszcze wczoraj chciałem zakończyć naszą znajomość gdy wyznał mi miłość, myślałem, że ze mnie żartuje. Był do tego zdolny ale jednak nie.
-Ruki, chciałem po prostu powiedzieć, że...no...też cię kocham.
Drobne ciałko po chwili znalazło się na moich kolanach. Uśmiechnął się szeroko, a po jego policzkach spłynęły łzy. Niepewnie je starłem kciukiem i strzepnąłem śnieg z jego ubrań. Kochałem go od dawna ale nie docierało do mnie dzień wcześniej, że to Maleństwo czuje to samo. Jest osobą, którą kocham nad życie. Chcę codziennie móc widzieć go zaspanego i bez makijażu, znosić jego humory, komplementować gdy narzeka na swój wygląd i chronić przed niebezpieczeństwem. 
-Naprawdę mnie kochasz Akira?-wytarł oczy rękawem i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się lekko i cmoknąłem go w policzek.
-Tak, naprawdę. Nie chcę nic więcej, pragnę tylko przy tobie być. Nie wierzyłem po prostu, że na prawdę ktoś mnie pokochał. Blondyn odwzajemnił uśmiech.
-Nie zostawiaj mnie.
-Nie zostawię.
-Czyli pojedziesz ze mną do rodziny? Co im powiemy?
-Powiesz ''mamo mogę przygarnąć tego mężczyznę?!''-moje kochanie się zaśmiało.-A tak na poważnie to coś się wymyśli. Będziemy improwizować.
-Kocham cię Rei.
-A ja ciebie Taka.

------------------------------------------------------------------------

Tak wiem, nie wyszło. Ale nie mam już weny to nie będę kasować~ 

I love you, idiots.

To moja pierwsza próba napisania Reituhy więc wybaczcie proszę jeśli będą jakieś niedociągnięcia, nikt nie jest idealny ale się staram żeby miło było czytać ;_;


---------------------------------------------------------------------------

-Cholera no!-przeklnąłem głośno gdy z rąk wypadł mi kubek gorącej herbaty, który stał się po chwili pojedyńczymi kawałkami szkła w kałuży. Kucnąłem i zacząłem szybko sprzątać po sobie. Dlaczego zawsze muszę tłuc wszystkie kubki w jakich znajduje się herbata? Może to jakieś przekleństwo albo ostrzeżenie, że mam jej nie pić? Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zerwałem się na równe nogi wiedząc kto przyszedł i pobiegłem otworzyć. W progu stał nie kto inny jak mój ukochany. Na jego widok uśmiechnąłem się szeroko i wprosiłem do środka.
-Jak się czuje moja księżniczka?-zamknął za sobą drzwi i przyciągnął mnie do siebie obejmując delikatnie w pasie. Odpowiedziałem mu głośnym kaszlnięciem.
-Czuję się coraz gorzej, za nic w świecie leki mi nie chcą pomóc. 
-W takim razie idziesz natychmiast do łóżka i czekasz aż sobie pójdzie, a nie paradujesz po mieszkaniu w samych bokserkach i podkoszulce!-Akira złapał mnie za rękę i zaciągnął do sypialni na co ja lekko protestowałem ale był niestety silniejszy.
-Nie zamierzam leżeć i się obijać gdy ty będziesz biegał po mieszkaniu przynosząc mi co chwila lekarstwa i coś ciepłego do picia.
-Dla mnie to żaden problem, opiekowanie się moim Kamo-chanem to czysta przyjemność. Zresztą skoro leki ci nie pomagają to będę obijać się razem z tobą.-położył się na łóżku przyciągając mnie do siebie przez co wylądowałem na nim. Chciałem się zsunąć aby go nie zgnieść ale nie pozwolił mi na to więc oparłem łokcie o jego klatkę piersiową i ułożyłem głowę na dłoniach. Uwielbiałem to jak się o mnie zawsze troszczył mimo, że czasem przesadzał. Zawsze gdy się gorzej czułem 'rzucał' wszystko i jechał od razu do mnie aby zobaczyć w jakim jestem stanie i dowiedzieć się czy czegoś nie potrzebuję. Nawet gdy był to zwykły katar, kaszel lub ból głowy. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę, napawaliśmy się swoją obecnością, ponieważ nasz związek był ściśle chronioną tajemnicą. Nikt o nas nie wiedział prócz mojej rodziny, która nas tolerowała. Baliśmy się reakcji innych, że przez to zespół się rozpadnie lub nas odrzucą i tą miłość. Często gdy było wolne wyjeżdżaliśmy niby oddzielnie nad morze lub w góry, czasem do moich rodziców. Byliśmy nierozłączni gdy tylko nikt nas nie widział. Praktycznie wszystko robiliśmy razem i zawsze się zgadzaliśmy. Trwało to już jakieś cztery lata i na szczęście nadal nic się nie wydało. Byliśmy razem szczęśliwi. Wtuliłem się w jego tors kiedy zmorzył mnie sen. Czułem zapach jego perfum, który wręcz kochałem. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, my na łóżku przytuleni do siebie, bez żadnych obaw. Niestety, usłyszałem kolejne pukanie do drzwi i niechętnie zwlokłem się z Reity na co ukochany cicho westchnął.
-Zaraz wrócę, powiem, że jestem bardzo zajęty.
-Jesteś zajęty bardziej niż myślisz, a raczej będziesz.-uśmiechnął się prowokująco na co ja wybuchłem cichym śmiechem i ruszyłem do przedpokoju. Po otwarciu drzwi ku zdziwieniu ujrzałem Aoiego.
-Cześć Kou, mogę wejść?-uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i wychylił głowę czy nikogo nie zastanie. Zanim cokolwiek odpowiedziałem on się wprosił.
-Yuu...jestem zajęty, wyjdź. Przyjdziesz jutro.-zestresowałem się lekko, co jeśli Rei teraz wyjdzie z sypialni i on sobie coś pomyśli?
-Spokojnie Uru.-podniósł ręce do góry jakby chciał się poddać.-Zajmę ci dosłownie chwilę.
-No dobrze, byle szybko.-spoglądałem ukradkiem w stronę sypialni. Nagle Aoi złapał mnie za nadgarstek na co ja spojrzałem na niego zdziwiony.
-Kocham cię Kou-chan.-wytrzeszczyłem szeroko oczy i odsunąłem od niego. Cholera, co on powiedział?! Żartuje sobie, na pewno, chce sprawdzić moją reakcję, wiem to. Obejrzałem się w stronę drzwi i zastałem tam Akiego.
-Rei? Co tu robisz?-Aoi zaśmiał się nerwowo z obawy, że to usłyszał i powoli ruszył w stronę drzwi.
-Kouyou jest mój.-pewnym krokiem podszedł do mnie i pociągnął za siebie. Rozdziawiłem usta i patrzyłem na przyjaciela, który zastygł w bezruchu.

--------------------------------------------------------------------------

To by było na tyle, jeśli się spodoba to bym się cieszyła, mam wrażenie, że mi to nie wyszło~ 

Wszystko od nowa!

Witajcie,
mam nowego bloga, ponieważ tamten zaniedbałam i nagle mi się przestał podobać nie wiem dlaczego. No cóż, tutaj obiecuję jak najczęściej dodawać cokolwiek. Gomen, że tyle czasu tam nic nie wstawiałam. W nagrodę napiszę dzisiaj dwa oneschoty lub partówkę i oneschota. Wpierw podajcie co byście chcieli, bo ja nie mogę się zdecydować, a ponieważ zabrano mi laptopa to mam tylko tablet i telefon przez co gorzej się pisze ;-; ~Aki