Zdążę, muszę. Nie mam wyboru, chcę. Nie mogę się spóźnić, nie teraz. Tak niewiele brakuje!
Jeszcze tylko jakieś 4 ulice, mam parę minut, jeśli się postaram to dam radę. Wierzę w to, że się uda. Przedostatni skręt, w duszy krzyczę z radości. Zatrzymuję się nagle i ślepa uliczka, ponieważ robią remonty, cholera, nie! Zawracam prędko i biegnę naokoło. Wbiegam na peron, rozglądam się nerwowo. Zerkam na godzinę.
Nie dążyłem, zepsułem wszystko.
Biegam między tłumami aby przedostać bliżej. Przewróciłem się. Wstaję szybko i krzyczę twoje imię z nadzieją, że mnie usłyszysz. Nigdzie cię nie ma, wbiegam szybko do pociągu bez biletu, ryzykuję ale trudno.
-Takanori!-biegam po przedziałach, rozglądam się dokładnie i nigdzie cię nie ma. Pociąg odjeżdża. Co jeśli nie pojechałeś? Tracę nadzieję, że tu jesteś, siadam zrezygnowany i kulę się. Jestem beznadziejny, straciłem ostatnią szansę, było tak blisko. Nagle czuję czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Niepewnie podnoszę głowę i zrywam się na równe nogi.
-Nie wiedziałem, że jedziesz na święta do mojej rodziny.-stłumił śmiech przyglądając mi się od góry do dołu.-Nie jest ci zimno?
-Nie, nie myślałem o tym nawet, biegłem na peron bez chwili zastanowienia, ubrałem ledwo buty. Chciałem zdążyć nim odjedziesz.-szepnąłem ostatnie zdanie i uśmiechnąłem się smutno.
-A po co?-przekręcił lekko głowę i patrzył na mnie pytająco. Był w takich chwilach uroczy i niewinny bardziej niż się normalnie wydawał. Usiadłem z powrotem. Takanori przysiadł się obok ciągle patrząc mi prosto w oczy z nadzieją, że czegoś się dowie. Jeszcze wczoraj chciałem zakończyć naszą znajomość gdy wyznał mi miłość, myślałem, że ze mnie żartuje. Był do tego zdolny ale jednak nie.
-Ruki, chciałem po prostu powiedzieć, że...no...też cię kocham.
Drobne ciałko po chwili znalazło się na moich kolanach. Uśmiechnął się szeroko, a po jego policzkach spłynęły łzy. Niepewnie je starłem kciukiem i strzepnąłem śnieg z jego ubrań. Kochałem go od dawna ale nie docierało do mnie dzień wcześniej, że to Maleństwo czuje to samo. Jest osobą, którą kocham nad życie. Chcę codziennie móc widzieć go zaspanego i bez makijażu, znosić jego humory, komplementować gdy narzeka na swój wygląd i chronić przed niebezpieczeństwem.
-Naprawdę mnie kochasz Akira?-wytarł oczy rękawem i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się lekko i cmoknąłem go w policzek.
-Tak, naprawdę. Nie chcę nic więcej, pragnę tylko przy tobie być. Nie wierzyłem po prostu, że na prawdę ktoś mnie pokochał. Blondyn odwzajemnił uśmiech.
-Nie zostawiaj mnie.
-Nie zostawię.
-Czyli pojedziesz ze mną do rodziny? Co im powiemy?
-Powiesz ''mamo mogę przygarnąć tego mężczyznę?!''-moje kochanie się zaśmiało.-A tak na poważnie to coś się wymyśli. Będziemy improwizować.
-Kocham cię Rei.
-A ja ciebie Taka.
------------------------------------------------------------------------
Tak wiem, nie wyszło. Ale nie mam już weny to nie będę kasować~